Ha! Ha! Ha! Ha! Ha! Ha!
Ale serdecznie się dzisiaj uśmiałem.
Całe WŻ, za rodzinę uważałem.
Hymn nawet z ABĄ ułożyłem.
Zapewne wtedy w nastroju radosnym byłem.
Czytam codziennie różne deklaracje,
że jest smutno, ciężko, macie rację.
Ile serdeczności sobie przesyłamy,
jak to wszyscy się razem kochamy,
jak sobie wzajemnie pomagamy,
jak to biedzie radę damy,
jak w realu się spotkamy,
o niejednym pogadamy,
jak wymienimy własne doświadczenia,
guzik prawda, to tylko puste życzenia.
Czytam posta którego ABA napisała,
liczyła na pomoc gdy do w-ki jechała.
I co? Tłumy warszawiaków przybyły?
Pomocą naszej Basi służyły?
Przybyła do Warszawy z daleka,
i co? Nikt niestety na nią nie czeka.
Tyle trudu już raz sobie zadała,
przywiozła kasety, nawet śpiewała.
Do piątej rano na pociąg czekała,
sama w takim mieście, bardzo się bała.
Nauczona z poprzedniego spotkania,
poprosiła o godzinkę opiekowania.
Nikt się nią z WŻ nie zainteresował,
a przecież kiedyś każdy tak się deklarował.
Wiem , że macie zajęcia, że praca,
więc czego ta Basia głowę zawraca.
Wieczorem jednak przyjechać miała
i dopiero po pracy by się spotkała.
Sama, samotnie sprawy załatwiała,
lecz w sercu miała żal, cicho łkała.
Wstyd Warszawiacy przynosicie,
jak w potrzebie kogoś opuścicie.
Nie wierzę, że czasu nie macie.
Proste, przyjaciół olewacie.