Jedziemy na Zjazd c.d.

Już po szesnastej, pod wiatę się przenosimy.
a tam szok! Są wszyscy, ale się dziwimy.
Bodek za stołem swą postać wznosi,
bierzcie identyfikatory, grzecznie prosi.
Pampas po sali wzrokiem omiata,
bogato stoły zastawione, wspaniała chata.
Dorotka zajęta, jak pszczoła pracuje,
każdego wita i wnet wycałuje.
Znów nowe twarze po sali migają,
jest druga Basia, Mariola, wszyscy się znają.
Muchacha z dalekiej Hiszpani przybyła,
jest wesoła, będzie się z nami bawiła.
Tester i Marengo wśród pań brylują,
 z daleka widać, chleb ze smalcem smakują.
Iza jak nakręcona fryga po sali  biega
odsunął się Bodek, bo drogę przebiega.
Wróbelek! Jak delikatny ptaszek pozuje,
Ona w zeszycie coś mi rysuje,
kwiatka i ptaszka wyrysowała,
stremowana, lekko się uśmiechała.
Marla, jak dawno myśmy się nie widzieli,
dziś znów jesteśmy, odległość nie dzieli.
Madalena, choć chwilę pobyć chciała,
lecz została dłużej gdy nas poznała.
Bajubajka choć grypa ją bardzo męczyła,
również nas osobiście tu odwiedziła.
Czy o kimś tu nie zapomniałem?
Taki mętlik twarzy przed oczami miałem.
Marengo swym wierszem serca poruszył,
każdy słuchał i niejeden się wzruszył.
Niech żałują ci co przybyć się ociągali,
choć tylu paparazich, nie wszystko oddali.
Nim do środka wiaty wejdziemy,
jeszcze na zewnątrz zdjęcie mieć będziemy,
za wczasu, nim miny jedzeniem zmienione,
to zgrabne zdjęcie będzie zrobione.
Ja z boku,na afisz nie wchodzę,
skromniutko piszę, może każdemu dogodzę.
Jeszcze tylko publiczność tu powitamy,
siadamy wspólnie do stołu i się obżeramy.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij