Ech stoły…. takim jedzeniem obciążone,
te mięsa, szaszłyki na grilu smażone.
Owoce na paterach obficie wyłożone,
co dusza zamarzy, tak smacznie zrobione.
I to piwo, które Bodek obficie polewał,
jak ktoś pił mało to zaraz dolewał.
Napoje, bigosy, wiktuały ze sobą przywiezione,
tam było Wielkie Żarcie, wręcz szalone.
Długo obżarstwo tak celebrowano
a dla rozrywki przy ognisku się zabawiano.
Dorotka konkursy wciąż wymyślała,
a wiara w zabawie wciąż szalała.
Godzina za godziną szybko mijała,
był już świt, kiedy się grupa rozstała.
Głębokim snem wszyscy zasnęli,
a w śnie, jeszcze długo ten Zjazd mieli.
Kończę to całe ze Zjazdu pisanie,
czeka mnie jeszcze do kompa wklepanie.
Pewnie nie wszystko tutaj wpisałem,
lecz innym wypowiedzieć też się dałem.
Brzmi to wszystko jak bajka.
Lecz ja tam osobiście to wszystko przeżyłem,
ja tam jadłem, piłem i się bawiłem.
Dobrą radę zapamiętajcie,
na wszystkie Zloty przyjeżdżajcie.
Dwie dziurki w nosie i skończyło się.