Kryzys, ech kryzys, wszyscy go dość już mają.
Czy będzie lepiej? Tak długo wszyscy czekają.
Dla naszego dobra, pasa zaciskać kazano,
Utopijne mrzonki wciąż nam, obiecywano.
Naród cierpliwy, bogobojny, na dobrobyt łasy,
Oczekiwał w spokoju, że mu dostarczą kasy.
Aż coś pękło, zaufanie do Władz odleciało,
Cierpliwość się skończyła, dajcie, co się obiecało.
Tyle młodzieży za pracą na obczyznę wyjechało.
Wracajcie, będzie praca, Rząd woła tak śmiało.
A w kraju kryzys, wszystko się w gruzy wali,
Rząd ma humor, sukcesami gospodarki się chwali.
Zakłady pracy, maszyny na kołki stawiają,
Kryzys, nie przyjmujemy do pracy wołają.
Syty głodnego nigdy w historii nie pojmował,
On miał wszystko, robotnikowi tylko żałował.
Niebotyczne pensje, na krzywdzie zarobione,
Lekką ręką na własne przyjemności przeznaczone.
Oni się śmieją, cyrk sobie z nas urządzają,
Zatroskane mają miny, lecz nas w pupie mają.
Stanowczo, hardo, nam odpowiadają,
Zrobimy wiec, to nas siłą z ulic zganiają.
Żyć coraz trudniej, wszyscy nie wyjedziemy,
Dajcie godnie żyć, tylko tego wszyscy chcemy.