Tace, deski, sita, już czas, z kąta wyciągamy,
Biegiem do młyna, wory z mąką ściągamy.
Kotły, chochle, cedzaki pod rękę wkładamy,
Przydadzą się, gdyż wielkie dzieło zaczynamy.
Zaczyna się zabawa, produkcja i liczenie,
Gotowanie, zawijanie, mrożenie, lepienie.
Rusza na WŻ akcja lepienia pierogów,
Według gustów i całej rodziny wymogów.
Będą pierogi, ruskie, z grzybkami i mięsem,
Z truskawką, wiśnią, wszystko zrobione z sensem.
Uszka do barszczu, pierogi drożdżowe, pieczone,
Pieczołowicie rękoma naszych Żarłoczek zrobione.
Te ilości jakie już zrobiono wręcz powalają,
A panie pracują, kleją, lepią i nie przestają.
Gotowane, wodą przelewane i nie posklejane,
Mrożone, suszone, smażone i zaraz zjadane.
Wyciskane od szklanek, kieliszków i foremek.
W kształcie owalnym, podłużnym i jeszcze ósemek.
Sam się teraz zastanawiam, co jeszcze jadamy,
Kiedy w zamrażarce, tylko pierogi mamy.