Zbyh, ze mną spór o poezji zaczynasz przecie,
A ja Ci mówię, na wenę najlepsze pierogi na WŻ-cie.
Cóż tam Mickiewicz czy też Słowacki stworzyli,
jak Oni na naszych pierogach nigdy nie byli.
Czasami, gdy jak kurze ziarno się przytrafiło,
jakiegoś pieroga wieszczom się rzuciło.
Wtedy z radości i nie bez uzasadnionej racji,
Zabrał się Adam do tworzenia Improwizacji.
Słowacki, który nigdy pierogów nie jadał,
Właśnie z żalu, dramaty układał.
Mości Zagłoba, nim dzban wina wydoił,
Najpierw pierogów bez liku wtroił.
Przez to oleum do góry podnosił,
I przez jego fortele, wróg o litość prosił.
Nostra, załamać mnie dzisiaj chciała,
Ona pampuchów moc nastawiała.
Gorące, pachnące, litości nie znała,
Przyjeżdżaj lajan, tak mnie podpuszczała.
Pamiętam ich smak, gdy mama żyła,
Tak często na obiad, na parze robiła.
Narobiłaś mi smaku i wspomnień bez liku,
Ech, zjadłbym i nie robił krzyku.
Marcia, w Karpaczu kiedyś bywałem,
Szkoda, że Ciebie wtedy nie znałem.
Na zabawę chętnie sam bym się zaprosił,
tuńczyka ze śledzikiem pod wódeczkę bym nosił.
Lecz pamiętaj, nie będziesz znała godziny,
kiedy przyjadę…. to będą dopiero odwiedziny.
Rezerwacją pociągu ja się nie przejmuję,
Jak nie lokomotywę to drezynę zmontuję.
Nostra, nie smuć się, zjemy twoje pampuchy,
Zostaw laptopa w spokoju, ruchy, ruchy.
Figurę zachować wszyscy musimy,
Zmienimy ją, gdy Marcię odwiedzimy.