Już dość tej pluchy, na ciepło czekamy.
To nie zima, dość jej kaprysów już mamy.
Poranne mgły stres na nas sprowadzają,
Wszyscy nerwowi, złym słowem rzucają.
Każdemu przeszkadza to co robimy,
Zamiast się cieszyć zaraz się kłócimy.
Na beczce prochu wszyscy przebywają,
Nikt nie słucha, taki gwar wzniecają.
Ja o świcie, wcześnie sobie wstałem,
Na dworze koncertu ptaków wysłuchałem.
Już od świtu ptaki się pobudziły,
Siedzenie w gniazdach ich znudziły?
Za słoneczkiem i wiosną tak ćwierkają,
One też już dość tej pluchy mają.
Śpiewem i gwizdem wiosnę wzywają,
Siadają na oknie i do nas zaglądają.
Każdy, gdy rano wstanie tego posłucha,
świeża kawa i precz na bok poducha.