W jednej ręce nóż, w drugiej widelec ostro wibruje,
talerzyk pełny frykasów, każdy obżarty się czuje.
Te góry jedzenia, lodówka co ledwo się domyka,
lecz dopisuje apetyt, porcja za porcją wnet znika.
Minęły święta pracowicie przy stole z rodziną spędzone,
teraz z bólem wątroby lecz wszystko musi być zjedzone.
I było potrzeba aby tyle jedzenia na święta szykować?
Wydać tyle pieniędzy i domowy budżet zrujnować?
Dlaczego każde święta wymagają tyle szykowania,
tak jakby w ciągu roku nic nie było do zjadania.
Można przecież skromnie lecz smacznie przygotować,
potem spacerek, zwiedzanie, rozmowy, nic nie marnować.
Jaka cisza, nikt już się nie wychyla, ledwo tylko dyszy,
ciężko się ruszać i to swoje sapanie każdy tylko słyszy.
Nudno się robi gdy nikt w internecie nic, niczego nie gada,
milczy, czy tylko czyta, lecz cicho siedzieć nie wypada.
Ruszcie się, zróbcie trochę szumu, krzyczcie i biegajcie,
niech będzie ruch, wesoło, gwarnie, tyciu się nie dajcie.