Nadzieja, oczekujemy czegoś dobrego,
że zakończy się okres czasu złego.
Wieczorem, gdy spać się już położymy
o następnym dniu, radosnym marzymy.
Nadzieja na spełnienie, promyczek,
bez kłótni, bez osobistych potyczek.
Panie mają nadzieję na dzieci,
działkowcy, czy słonko już zaświeci,
gracze czekają, że giełda zwyżkuje,
kucharze, że nic się im nie popsuje.
Wszyscy zaś tylko jednego chcemy,
że tu, na WŻ-cie, bawić się będziemy.
Więc lot nowy, szesnasty zaczynamy,
codziennie w kawiarence się spotykamy.
Tutaj Koralik z Faworkiem czekają,
razem z nami, tu, odpoczywają.
Nuda
Nudzę się jak mops na kanapie,
to chyba pogoda, wciąż coś tam kapie.
Mrozy całkowicie już nas opuściły,
a na taką pogodę to nie mam już siły.
Wlazłem na forum, posty poczytałem,
zamiast spokoju, to sobie po rozrabiałem.
Tu szpilkę wsadziłem, tam obraziłem,
a taki spokojny zawsze na forum byłem.
Teraz będę zbierał rozrabiania plony,
spokojnie, nie będę wcale obrażony.
W spokojnym kotle tylko pomieszałem,
rozruszać Was, podrażnić tak chciałem.
Sami widzicie, że jak się chłop nudzi,
to chłop jest do d..y i jeszcze marudzi.
Meteopatą chyba się przez pogodę stałem,
albo? Nie, chyba nie zwariowałem?
Może gdzieś jakieś znajomości macie,
zimę przegnacie i wiosnę już dacie?
Przyjdzie pogoda, wszystko się zmieni,
piękne słoneczko mnie zaraz odmieni.
Napisać wierszyk o zimie
Napisać wierszyk o zimie, łatwo się gada.
Oczywiście, napiszę, ale śnieg u mnie nie pada.
Jak napisac mam swoje śnieżne wrażenia,
Gdy nie ma śniegu, to i brak też marzenia.
Wyobraźnię chyba swoją tutaj poruszę,
Do wyobrażenia śniegu, sam się zmuszę.
Zadawałem niejedno o śniegu pytanie,
To odpowiedź mi się w końcu dostanie.
Napisać o zimie wierszyk mam dla dzieci,
Lecz u mnie plus, nic z nieba nie leci.
Jeszcze słoneczko promieniem mnie łaskocze,
Takie cieplutkie, chyba na działkę wyskoczę.
Obejrzę trawkę, drzewa czy pąki już mają,
Czy też tym promieniom oszukać się dają.
Ptasi świergot, wesoły koncert szykują.
Zima? One już szybciej wiosny oczekują.
No dobrze, dobrze, do wierszyka wracam,
Ptakami sobie głowy już nie zawracam.
Kochane dzieci, opowiem Wam bajeczkę,
Będzie o dawnej zimie troszeczkę.
A więc dawno, dawno temu, śnieg padał,
To takie białe, ech, co ja będę gadał.
Może rodzice Wam o tym opowiadali,
Jak w takiej porze, sanki swoje wyciągali.
Górki były całe śniegiem zasypane,
Wchodziło się z sankami na nie,
Ze śmiechem szybko się zjeżdżało
A w koło było tyle śniegu, tak biało.
Sanna była wtedy taka znakomita,
Ognisko, kiełbaska z patyka, smakowita.
Wieczór, gdy lodowisko światełkami błyskało,
Było cudownie, świetnie się na lodzie ślizgało.
Piosenki skoczne radio wtedy nadawało,
A nam było wciąż mało i mało…
Ech, dzieci sam się tak rozmarzyłem,
Ale wtedy, ja w Waszym wieku byłem.
Dzisiaj zostały mi tylko wspomnienia,
Żegnajcie młode lata, do widzenia.
Stres ?
Już dość tej pluchy, na ciepło czekamy.
To nie zima, dość jej kaprysów już mamy.
Poranne mgły stres na nas sprowadzają,
Wszyscy nerwowi, złym słowem rzucają.
Każdemu przeszkadza to co robimy,
Zamiast się cieszyć zaraz się kłócimy.
Na beczce prochu wszyscy przebywają,
Nikt nie słucha, taki gwar wzniecają.
Ja o świcie, wcześnie sobie wstałem,
Na dworze koncertu ptaków wysłuchałem.
Już od świtu ptaki się pobudziły,
Siedzenie w gniazdach ich znudziły?
Za słoneczkiem i wiosną tak ćwierkają,
One też już dość tej pluchy mają.
Śpiewem i gwizdem wiosnę wzywają,
Siadają na oknie i do nas zaglądają.
Każdy, gdy rano wstanie tego posłucha,
świeża kawa i precz na bok poducha.
Cóż tam ciekawego w kawiarence?
Poranek, ja chcę do ludzi bo mi się ckni,
tak sobie rozmyślam, choć każdy jeszcze śpi.
Miło pomyśleć, że gdy się zbudzimy,
chociaż na chwilę do kawiarenki wstąpimy.
Zawsze znajdzie się tam jakś dusza,
która do uśmiechu i pogadania zmusza.
Tak jest weselej, choć wpadamy po domowemu,
to nie przeszkadza tutaj każdemu.
Wyobraźcie sobie Smakosię w szlafroku,
wchodzi do kawiarenki, koralik dotrzymuje kroku.
Gospodarskim okiem całość lustruje,
jest kawa, od razu lepiej się czuje.
Ten nastrój, choć jesteśmy tu anonimowi,
to jednak się znamy, nie jesteśmy nowi.
Szybkie pytania Smakosia zadaje,
Jak tam Marcia, Kropcia, odpowiedź dostaje.
Marcia wpada tutaj do kawiarenki od rana,
graj Jurku, graj, ta muzyka taka kochana.
To nic, że kłopoty z pracą jej wynikają,
spędzone tu chwile, ulgę jednak dają.
każdej biedzie zaradzić przecież możemy,
spokojnie, pomyślmy, wpierw odpoczniemy.
Agacia radosna wieczorem, w sercu jej gra,
jest dumna z córeczki hej, hej, tra la la.
Dorotka, która odpocząć też by chciała,
zamyśliła się, Jurka akordeonu słuchała.
Jurek, który rozsiadł się wygodnie na kanapie,
poprawił postawę i za akordeon łapie.
Skoczne nuty teraz na akordeonie toczy,
ech, wspaniała muzyka aż szklą się oczy.
Nonka, taka zalatana, szkoły penetruje,
to jest szczęśliwa, rodzina ją szanuje
Nieletnia, jak Ją pieszczotliwie zachwala,
na piątkę się spręża, dobrą robotę odwala.
Cóż tam totolotek, gdy przychodzą takie chwile,
w sercu radośnie a w głowie latają motyle.
Appetita, kciuki za wszystkich ściska,
narzeka na pogodę, że droga jest śliska,
przyjemności tutaj już wiele zaznała,
tak tu miło, w kąciku się schowała.
Bea, choć grypkę swoją szanuje,
pomimo zaniemówienia, to sobie rymuje.
W łóżeczku wygodnie sobie pospała,
włączyła telewizor, seriale będzie oglądała.
Alfa-beta, przy kominku z kawą zasiadła,
ogrzała zmarznięte ręce i tak zagadła,
Widzisz Smakosiu, mam w pracy stresy,
nic nie pomagają wysiłki ani karesy,
zwolnienia grupowe szefostwo szykuje,
mam iść do pracy?Ja źle się z tym czuję.
Wszystkie zakłady kłopoty mają,
trudno, takie czasy, teraz ludzi zwalniają.
Smakosia serce by Alfie oddała,
lecz cóż, chociaż ją serdecznie przytulała.
Słowa pociechy, otuchy padają,
a One sobie w kąciku gadają, gadają.
Alicja wpadła, o pogodzie zagadła,
o chorej córce wspomniała i wypadła.
Agik, kciuki za Ciebie mocno ściskamy,
choć wirtualnie ale podporę Ci damy.
Miej nadzieję, że jutro będzie wygrana,
przyjdą klienci już od samego rana.
Mysha, Ty to kondycję dobrą posiadasz,
pojeździsz na rowerku i na chwilę wpadasz.
Smakołykami mnie i koralika częstujesz,
zamiast tu na chwilę posiedzieć , to wylatujesz.
Nostra, bój się Boga, z kim nocujesz,
Ty, słaba istota, z laptopem się mocujesz?
Złapałaś wirusa, zażywaj antygrypiny,
do tego poszukaj kogoś pod pierzyny.
Nie zganiaj winy na zasmarkane dzieci,
szykuj imprezę,kupa gości przyleci,
Piegusowa, jakaż to nerwów twoich przyczyna,
odpocznij, jutro lepszy się dzień zaczyna.
Agulek, ledwo dwa zdania tu dała
a już narzeka, że się tak rozpisała.
Siadaj, na Twą herbatkę apetyt mamy
a przy okazji dłużej sobie pogadamy.
W końcu Bodek w kawiarence się zjawił,
kilka punktów swego niezadowolenia objawił.
Zwyczajny tyran, kucharki stresuje,
jak wszyscy się go boją, On dobrze się czuje.
Leń na WŻ go dokładnie atakuje,
nic w tabelkach nie poprawia i nie notuje.
Może wystarczy mego pisania,
lepiej poszukam coś sobie do spania.
Ale pierogowo….
Zbyh, ze mną spór o poezji zaczynasz przecie,
A ja Ci mówię, na wenę najlepsze pierogi na WŻ-cie.
Cóż tam Mickiewicz czy też Słowacki stworzyli,
jak Oni na naszych pierogach nigdy nie byli.
Czasami, gdy jak kurze ziarno się przytrafiło,
jakiegoś pieroga wieszczom się rzuciło.
Wtedy z radości i nie bez uzasadnionej racji,
Zabrał się Adam do tworzenia Improwizacji.
Słowacki, który nigdy pierogów nie jadał,
Właśnie z żalu, dramaty układał.
Mości Zagłoba, nim dzban wina wydoił,
Najpierw pierogów bez liku wtroił.
Przez to oleum do góry podnosił,
I przez jego fortele, wróg o litość prosił.
Nostra, załamać mnie dzisiaj chciała,
Ona pampuchów moc nastawiała.
Gorące, pachnące, litości nie znała,
Przyjeżdżaj lajan, tak mnie podpuszczała.
Pamiętam ich smak, gdy mama żyła,
Tak często na obiad, na parze robiła.
Narobiłaś mi smaku i wspomnień bez liku,
Ech, zjadłbym i nie robił krzyku.
Marcia, w Karpaczu kiedyś bywałem,
Szkoda, że Ciebie wtedy nie znałem.
Na zabawę chętnie sam bym się zaprosił,
tuńczyka ze śledzikiem pod wódeczkę bym nosił.
Lecz pamiętaj, nie będziesz znała godziny,
kiedy przyjadę…. to będą dopiero odwiedziny.
Rezerwacją pociągu ja się nie przejmuję,
Jak nie lokomotywę to drezynę zmontuję.
Nostra, nie smuć się, zjemy twoje pampuchy,
Zostaw laptopa w spokoju, ruchy, ruchy.
Figurę zachować wszyscy musimy,
Zmienimy ją, gdy Marcię odwiedzimy.
Pierogowo na WŻ
Pierogi, pierogi, jam też na nie skory,
Ale jak się objem, chyba będę chory.
DJ apetytu pierogami na WŻ narobiła,
Dobrze, że nie chytra, do lepienia skłoniła.
Aby pouczyć wszystkich w tym wątku,
Ona omówiła to lepienie od początku.
Całą gamę pierogów tu wymieniła,
Nim doczytałem do końca, ślinka w ustach była.
Więc zamiast ślinkę w tym wątku łykać,
Lepię pierogi, przepraszam, muszę znikać.
Marcia od razu pomysł lepienia podchwyciła,
Zamiast kurzych nóżek, pierogów zrobiła.
Żeby przy lepieniu czasu nie marnowała,
Lepiła pierogi i wierszyk układała.
Nostra, wysiłek w lepienie pierogów włożyła,
Wszystko wypłynęło, to schabik zrobiła.
Nad brakiem zdolności czemu kraczesz,
Zamiast potrenować , zaraz płaczesz.
Zbyh naszych wieszczy chyba nie docenia,
Właśnie z powodu pierogów, trzymała Ich wena.
Dzięki pierogom, to wszystko tworzyli,
Bo z pełnym brzuchem twórczy byli.
Nostra też z miejsca mu odpowiedź dała,
Straszyć wieszczy pierogiem nie pozwalała.
Na dowód tego, sami tu czytacie,
Że, najlepszych poetów, na WŻ macie.
MamaNostry wybrać do Marci się szykuje,
Oj Marciu, chyba dłużej u Ciebie zabaluje.
Do młyna więc, na mąkę składać zamówienie,
To będzie dopiero, pierogów lepienie.
Rzym do Pierogowa się nie umywa,
Jedziemy do Marci, Ona nas wzywa.
Radośnie wszystkich w kuchni przyjmuje,
Ma tyle pierogów, każdego poczęstuje.
Więc drogie Żarłoki, czasu nie marnujcie,
Czytajcie instrukcje i mąkę kupujcie.
Zamiesić ciasto, farsz przygotować,
nalepić pierogów i mnie poczęstować.
Idą Święta….
Czy widzisz te czoła potem zroszone?
Te sterty mięsa na patelnię rzucone.
Mąki, których tumany się unoszą,
Te okrzyki, które z kuchni się roznoszą.
Bieganina, gdy dzieci śmieci wynoszą.
Tego męża, który po kątach się ukrywa,
kiedy pani domu od telewizora go odrywa.
Ta nerwowa atmosfera jaka w domu panuje,
Kiedy gospodyni w kuchni króluje.
Wszyscy na Jej skinienie wnet ulegają,
Wszystkie polecenia migiem wykonają.
Jeszcze te zapachy, podniebienie łechtają,
Mamo! obliżę łyżkę, dzieci tak wołają.
Palec wetknąć do ciasta, oblizać
I te zakazy, że nie wolno się zbliżać.
Choinka, która na balkonie się marnuje,
Niech chłop się ruszy, niech stojak szykuje.
Ozdoby wyciągnąć z czeluści szafy,
Zakładać światełka, nie zrobić gafy.
Kiedy spokoju w końcu zaznamy?
Tak tęsknym wzrokiem już nocy czekamy.
Wciąż wymówki, że nic nie robimy,
A my, mężowie, za spokojem tęsknimy.
Mleczny wątek
Można drzeć koty, mleczarnię zlikwidować,
Ale czy warto? Taki wątek marnować?
Szumnie, z fanfarami mleczarnię powołano,
I co? Skwaśniałe mleko tylko dostarczano.
Zamiast na jogurt to wszystko przerobić,
A jak zostanie , na ser resztę wyrobić.
Lecz nie, zamiast mlecznego otworzyć tu baru,
Przewija się piwo, papierosy i pełno swaru.
Naczelny mleczarz tylko temat rzucił,
Potem się zajął piwem i temat zarzucił.
Sporadycznie, Fani mleka się odzywają,
Bo większy szacunek do kawy mają.
Jeden Bard to mleko tylko zachwala,
Reszta się obija, krytykować pozwala.
I jak tu mleczarzy odwiedzić? Przystoi?
Kiedy Ona jest w oborze, każdy się boi.
Żadne argumenty do nikogo nie docierają,
Kiedy zapach obory, mleka w sobie mają.
Zamiast konstruktywnie dialogi prowadzić,
Mleczarze się czepili, by nas dymem kadzić.
Argumenty przez mleko im do głów nie docierają,
Uparli się po swojemu, choć racji nie mają.
Jeden temat, wiodący, w mleczarni się toczy,
Weź tabletkę, rzuć palenie, jeden tak się droczy.
Żartów nie zna, wciąż się chłop zapiera,
Ktoś zażartuje, zaraz go bieże cholera.
Dziwię się, jak przyciągnąć Żarłoków tu chcecie,
Jak nic nie robicie, sami nic nie umiecie.
Zróbcie porządek w tej Waszej oborze,
A jak nie wiecie jak? To Koralik pomoże.
Zbudujcie kącik, niech będzie w nim miło,
Każdy tam zajrzy, ale by grzecznie było.
Nie trzeba zaraz płasko padać na kolana,
Wystarczy odrobina uśmiechu i mleko z rana.
Sam bym tutaj zachodził, choć mleka nie trawię,
Ale lubię towarzystwo i świetnie się bawię.
Zapraszam mleczarzy, do kawiarenki wstępujcie,
Zobaczcie co dobre, swego wątku nie marnujcie.
Kiedy już porządek w oborze zrobią dziewczyny,
Przyjdą kawiarze do Was, z kawą, w odwiedziny.
Pierogowy świąteczny szał
Tace, deski, sita, już czas, z kąta wyciągamy,
Biegiem do młyna, wory z mąką ściągamy.
Kotły, chochle, cedzaki pod rękę wkładamy,
Przydadzą się, gdyż wielkie dzieło zaczynamy.
Zaczyna się zabawa, produkcja i liczenie,
Gotowanie, zawijanie, mrożenie, lepienie.
Rusza na WŻ akcja lepienia pierogów,
Według gustów i całej rodziny wymogów.
Będą pierogi, ruskie, z grzybkami i mięsem,
Z truskawką, wiśnią, wszystko zrobione z sensem.
Uszka do barszczu, pierogi drożdżowe, pieczone,
Pieczołowicie rękoma naszych Żarłoczek zrobione.
Te ilości jakie już zrobiono wręcz powalają,
A panie pracują, kleją, lepią i nie przestają.
Gotowane, wodą przelewane i nie posklejane,
Mrożone, suszone, smażone i zaraz zjadane.
Wyciskane od szklanek, kieliszków i foremek.
W kształcie owalnym, podłużnym i jeszcze ósemek.
Sam się teraz zastanawiam, co jeszcze jadamy,
Kiedy w zamrażarce, tylko pierogi mamy.