Uwaga! Alarm! Ogólna panika!
Będzie wizyta, bałagan znika.
Czemu taka panika? Wszyscy biegają.
Na wizytę jakąś tutaj czekają?
Przed bramą taczka, ładujemy śmieci,
Ziemia, papiery i wszystko jak leci.
Nowe flagi na masztach zmienione,
Stare poszarpane i mocno zmęczone.
Nawet śmieciarka na zakład wjechała.
W odwiedziny? Nie, będzie tu zamiatala.
Dobrze, że trawa nie jest pod ochroną,
Bo trzeba malować by ją na zielono.
Na placach tłok, elementy ściskają,
Gdzie schować? Miejsca szukają.
Plac zagracili, wszystko rozrzucone,
Bez ładu i składu jest tu położone.
Wystarczy tylko, by placowi się sprężyli,
Od początku kolejno wszystko ułożyli.
Ogólne sprzątanie, by wstydu nie było.
Od razu jaśniej, wszystko się zmieniło.
O mienie dbać w zakladzie musimy,
Wtedy, żadnej wizyty się nie boimy.
Tytuł 18
Pampas, larum grają!!!
Miotać się teraz na WŻ możemy,
bo o czym tu rozmawiać? Nie wiemy.
Janek temat doskonały zaczyna,
lecz inni czytają? Milczą? Jaka przyczyna?
O tym co na obiad rozmawiać możemy?
A jak cynaderki na stół podać zechcemy?
To również zepsuje innym nastroje?
Zaraz się obrażą, że to może moje?
Strach z każdego wiersza wycieka,
kto odważny jest gaszony i się wścieka.
Propozycja by na GG gadać w ukryciu,
tutaj nie pisać, nic nie mieć na zbyciu?
Niestety na prywatne rozmowy nie czekam,
ja na forum osobiście na wszystko narzekam.
Ramki zakładać sobie tutaj musimy?
Jesteśmy starzy i to wszystko pieprzymy.
Od serca tu sobie porozmawiamy,
moherki zaś porannym m….m olewamy.
Dość już za każde słowo przepraszać,
płaszczyć się i grzechy łzami zraszać.
Zacznijcie mówić i pisać co chcecie,
nie dajcie się stłamsić, mówcie co wiecie.
Nasze WŻ ku upadkowi się skłania,
płaskie tematy, do kościoła nagania.
Nie wierzę, że jeszcze zerwać się możemy,
już tylko w kuchni, sił nie zbierzemy.
Już żadne akcje nam się nie udadzą,
wszyscy grzeczni, wzajemnie sobie kadzą.
Spróbujcie w tym kotle trochę zamieszać,
że będzie ruch, to będą banami zawieszać.
Już mi mdło od tego lukrowania,
skladania rączek i wciąż świętowania.
Co Janek bluzga na WŻ sobie rzuci,
wszyscy na niego i już się z nim kłóci.
A tak ,,poważnie,, jak Janek melduje,
mi również grzany kotlet nie smakuje.
Te kawki rano grzeczne spijane,
siusiu, paciorek i częstuj się kochanie.
To tematy bezpieczne, tak się ukrywacie?
Naprawdę nic do gadania nie macie?
Więc ciekaw jestem co będzie w Otominie,
czy z jeziora, czy też z kaplicy On słynie.
Czy zabrać flaszkę i swawolić zechcemy?
Czy też grzecznie modlić się tam będziemy?
Wolę już aby tu były ostre polemiki,
oczywiście o wszystkim, nie osobiste przytyki.
PAMPAS, WŻ UMIERA, CIEBIE WZYWAMY,
RUSZ SIĘ ,DAJ OGNIA BO TU SKONAMY.
Tytuł 19
Na Was można liczyć
Jesteście niezawodne, dobrze o tym wiedziałem.
Ja wiem, że mnie lubicie, tylko się przekomarzalem.
Chociaż fakycznie serce mi bardzo dokuczyło,
jednak jak widzę Wasze wpisy, już się uleczyło.
Przyjemnie, sentymentalnie jak mnie pozdrawiacie,
zawsze przyjaciela wszystkie we mnie macie.
To przecież dla Was te wierszyki tworzę,
bo Was lubię i tak z Wami sobie gaworzę.
Tempo życia jednak ton tu na WŻ-cie nadaje,
brak czasu, na krótko każdy tu przystaje.
Właśnie ta gonitwa zdrowie tak bardzo psuje,
każdy dla siebie, innym się nie przejmuje.
Wiem, że nasze WŻ wspaniale funkcjonuje,
że kiedy ktoś w biedzie, każdy pomoc oferuje.
Tym więc chlubić się wszyscy możemy,
że kiedy jest potrzeba to pomożemy.
Przepraszam, że tak wpisy wymusiłem,
ale naprawdę bardzo smutny byłem.
Cieszę się, że o mnie jeszcze pamiętacie,
postaram się, jeszcze wierszyki poczytacie.
Tytuł 20
Naczelny Wiedźmin- Janek
Naczelny Wiedźmin dziś się budzi,
nie w humorze, czepia się ludzi.
Zamiast zacząć od śniadania,
zaczyna dzień od zaczepiania.
Znowu do Basi czyni zaloty,
lecz kwiatów przynieść nie ma ochoty.
Wiedźminie, pofolguj, zażyj miodu,
łyknij piwa, dodaj do wypowiedzi słodu.
Coś mi się zdaje, Wiedźmy się szykują,
jak się zbiorą, zdrowie Ci zrujnują.
Pieszczotliwa nazwa Wiedźm im pasuje,
każda jest miła i jeszcze żartuje.
Wiedźmy też różny humor mają,
One Wiedźmina lubią i nie dokuczają.
Czemu więc tą Wiedźmę krytykujesz?
Tą wypowiedzią tylko humor psujesz.
Takie wypowiedzi to w sobie mają,
ludzie się boją i postów nie wstawiają.
Na tym mają polegać wypowiedzi,
że drobne potknięcia Wiedźmin śledzi?
Niech Ci się dobrze wciąż darzy,
przywołaj swój uśmiech na twarzy.
Tytuł 21
Białe duszki
Gdzie radość życia, gdy choroba dokucza,
Największe przyjemności człowiek porzuca.
Nic nie cieszy, życie ma odcień ponury,
Lekarstwa, szpitale, nad zdrowiem chmury.
Szpital, za jedno pacjenci tu dziękują,
Że są lekarze i siostry, którzy się nami opiekują.
W Trzcianeckim Szpitalu tego doznalem
Gdy na oddziale wewnętrznym leżałem.
To dobre białe duszki nami się opiekują.
W ciężkiej chorobie pomagają i współczują,
W każdej chwili liczyć na nich możemy,
Są ciągle z nami, sami nie zostajemy.
Pełen uznania jestem dla ich pracy,
Jak jest ciężka, chory tylko zobaczy.
Tym wierszykiem chcę złożyć podziękowania,
Za ich pracę i ogrom zaangażowania.
Tytuł 22
Czy warto?
Czy warto pracę alkoholem podpierać?
Te puszki piwa kieszenie rozpierać?
Czy warto palce w brudy pchać?
Mienie zakładu do domu brać?
Czy warto swoją pracę ryzykować?
Czy warto bez pracy za bramę wędrować?
Czarne owce jeszcze się tu zdarzają,
Sobie? Zakładowi? Opinię podrywają.
Takiego postępowania nie chwalimy,
Pozbyć się tych osób jednak musimy.
Czy za granicą na takich czekają?
Nie, tam też takich dość mają.
Uczciwym, zbędne są zagraniczne wojaże,
Dobrą pracę i tutaj niech się pokaże.
Im lepsze wyniki w pracy mamy,
Tym pewniejsza praca i tu zarabiamy.
O swoje stanowiska wszyscy dbamy,
Wynieść z zakładu, nikomu nie damy.
Tytuł 23
No panowie, wszystko przeczytałem,
oczywiście, serdecznie się uśmiałem.
Niepotrzebnie Janek pretensje wnosi,
Bahus nie piwo, lecz o wodę prosi.
lecz nie wiem co mu się takiego stało,
że zamiast piwa, wodę by mu się chlało.
To, że przez święta tłusto tak jadał,
może mu zaszkodziło i głupio by gadał?
Widzę, że powoli do siebie dochodzi,
bo o kamieniach prelekcję wywodzi.
O moje cierpienie tak bardzo drży,
że ze śmiechu, z oczu kapią mu łzy.
Lajan beczkami piwo kiedyś chlał,
zamiast kamieni, wielki brzuch miał.
Zaznaczam, że Obaj też winę macie,
kiedy jestem u Was to mnie unikacie.
Jeden dorywczo sobie pracuje,
drugi zaś głośno w wyrze pochrapuje.
Z żadnym na piwie spotkać się nie mogę,
wiejecie ode mnie, jakby bili na trwogę.
Obaj się teraz tutaj wyżywacie,
niestety, racji jednak nie macie.
Mam nadzieję, że w Otominie się spotkamy,
tam dopiero pokaz picia piwa damy.
Wiosno… gdzie jesteś?
Zgodnie z ogólnym, życzeniem,
piszę do wiosny z poleceniem.
Wiosno, wiem, że na zachodzie bywasz,
Tam słońcem i deszczem śnieg zmywasz.
Tam kwiaty w ogródku rozkwitają,
a u nas śniegi, nic nie tają.
Czym Cię tam oni zatrzymują?
Ciepełko, plażę, kwiatki obiecują?
U nas ptaki, ludzie na Ciebie czekają.
Zobaczysz, przyjdź, ile uśmiechu Ci dają.
Wiosno, Tyś silniejsza niż mrozy.
Twoja potęga śnieg na wodę rozłoży.
Śpiesz się, bo mrozy pąki zjadają,
ptaki z gałęzi z zimna spadają.
Ogrody na Ciebie czekają z tęsknotą,
działkowcy zaś martwią się robotą.
Ziemia słońca by dostać chciała.
Prosimy, byś do nas szybko wracała.
Bahus… teraz to ratunku?
Bahus nie królik, sałaty nie jada,
dajcie mi wody, o tym tylko gada.
Te Święta nadwagę mu dały,
czuje się teraz zbyt ociężały.
Oddział internistyczny już nie przyjmuje,
lekarzy nie ma , oddział strajkuje.
Zabierzcie mu kiełbasy, niech brzuch zmięknie,
jeśli będzie się objadał, to jeszcze pęknie.
Wyobraźcie sobie co by się stało,
gdyby Bahusa nam rozerwało.
Wypluwki sowy to pryszczyk mały,
chcecie zobaczyć obiad Bahusa cały?
Stół więc zabieram, zastawa znika,
Bahus od dzisiaj tłustego unika.
Wodę codziennie niech raczej popija,
pełnego stołu z jadłem omija.
Gdzie ta wiosna?
Napadało tyle, grzęznę po kolana.
Marcowa pogoda jest bardzo marudna,
jak przywołać wiosnę? Rada bardzo trudna.
W nocy przymrozek, zimę przypomina,
gdzie jest to słoneczko, o nas zapomina?
Drzewa ze snu zimowego się przebudziły,
nadzieję na wiosnę pąkom zrobiły.
Ptaki w gałęziach sie rozśpiewały,
świat do życia zaczął się budzić cały.
Niestety, za oknem wciąż zima króluje,
mam jej dość, już mnie denerwuje.
Cierpliwość moja na próbę się wystawiła.
Aby ta wiosna z kwiatami przybyła.