Tytuł 29

Bahus….. spoko

Bahus, choć  bardzo Cię szanuję,
to przez Ciebie zdrowie rujnuję.
Słyszałem, że bank sobie budujesz,
umieścisz w nim Lajana jak go zbanujesz.
Życzenie więc do Ciebie wnoszę,
do sejfu wstaw piwo, o nie proszę.
Na tyle co Cię już tu znam,
nie posiedzę w tym banku sam.
Gdy piwo mi to zafundujesz,
przyjdziesz tu, przedtem się zbanujesz.
Razem w banku siedzieć będziemy,
od Pampasa i Wkn piwa zechcemy.
Więc gdybyś ochotę na piwo miał,
pamiętaj, byś bana  Lajanowi dał.

Tytuł 30

Bahus

Bahus, wiem, że zazdrość Cię zżera,
że przeklinasz jak jasna cholera.
Lecz niestety, tak to już bywa,
że na całusach i cmokach mi zbywa.
Wiem, że cmoka też byś chciał,
dostałbyś, gdybyś inną płeć miał.
Te wąsy w piwie moczone,
podniecają nie mnie lecz żonę.
Zasługi tutaj musisz mieć,
żeby buziaki od Pań chcieć.

Tytuł 31

Lubczyk69

Lubczyk zachorował i bardzo narzeka,
jeszcze dwa tygodnie tej nudy go czeka.
Stawy spuchnięte, mięśnie obolałe,
czekają Go ćwiczenia, i to nie małe.
Nudzi się w pokoju człowieczek,
zamiast iść na spacer, używać wycieczek.
Sam wyjechał? Biedny chłopina,
taki przystojny, sam, a gdzie rodzina?
Wszystko mu pod nos podstawiają,
tak go hołubią i rozpieszczają.
Wiadomo! Sam, z pokoju się nie ruszy,
poderwać dziewczyny nikt go nie zmusi.
Oj Lubczyk! Czyżbyś wady miał?
Żadnej kuracjuszki żeś nie rwał?
Nie wiem gdzie też Cię zesłali.
Może też Ci męskość oberwali?
Śluby cnoty może złożyłeś?
A może u spowiedzi byłeś?
Lubczyku, męskiemu rodowi opinię psujesz.
Ty tam się leczysz? Zdrowia nie rujnujesz?
Najlepszym zajęciem są wieczorne tańce.
Polki, walczyki i inne łamańce.
Podaj choć adres to Ci pomożemy.
Ogłosimy apel u Ciebie się zbierzemy.
Gdybyś też więcej szczegółów dał,
wierszyk dłuższy na pewno byś miał.

Tytuł 32

Krysia64

Krysia64 coś w sobie chyba ma.
Pracuje, lecz kompa przed oczami ma.
Napiszesz, zaczekasz, już Ci odpisuje,
zamiast szyć to Ona na WŻ buszuje.
Wszędzie jej pełno, odpowiedzi daje,
wciąż jest na fali i nie przestaje.
Wspaniała w niej siedzi dusza,
Ona żyje WŻ i świetnie się tu porusza.
Żaden temat nie jest błachy.
Najlepiej wesoły, to ubaw po pachy.
Z Lajanem też droczyć się zaczyna.
Wiadomo, wspaniała dziewczyna.
Dzisiaj propozycję mi nawet dała,
napiszę wierszyk, będzie mnie czochrała.
Oczywiście z żartem to opisuję,
bo Krysię64 bardzo szanuję.

Tytuł 33

Nasze codzienne kłopoty, nam się zdją,
są najgorsze, największe, inne nie dorastają.
Cóż za kłopoty, My je wyolbrzymiamy,
lecz przychodzi czas i radę sobie damy.
Kilka słów jednak napisać chciałem,
o ludziach, których w szpitalu poznałem.
To świat dla zdrowych niezrozumiały,
tam jest płacz, nadzieja i optymizm niemały.
Każde słowo otuchy serce raduje,
to pomaga, to nadzieję buduje.
Ileż cierpienia tam się przeżywa,
ileż uroni się łez, gdy ból się odzywa.
Lekarze i siostry bardzo się starają,
nie tylko lekarstwa lecz i nadzieję dają.
Jest też tam Stanisław, choć sam niedomaga,
jest takim optymistą, jeszcze innym pomaga.
Tą drogą chciałbym złożyć chorym życzenia,
uśmiechu i szybkiego do zdrowia wrócenia.
Lekarzom i siostrom za ich trud cały
iżeby chorym twarze się uśmiechały.
Wszyscy jak się razem zbierzemy,
pozytywne fluidy im wszystkim wyślemy

Andrzejki

Śmiech, zabawa, dziś się bawimy,

jeszcze tylko wróżby i już potańczymy.

Dzisiaj Andrzeja, On panie podnieca.

Gdzie jest garnuszek, zapałka i świeca?

Żadna pani czasu nie marnuje,

topi wosk, coś wyczaruje.

Ileż skupienia, gdy wosk się leje,

wpada do wody, och coś się dzieje!

Takie ciekawe figury wychodzą,

czy te czary nam nie zaszkodzą?

Teraz przed świeczką to oglądamy,

ciekawe, którą za mąż pierwszą wydamy?

Również i buty do drzwi ustawiamy,

jest wesoło, tak się zabawiamy.

Choćby ktoś to nazwał zabobonem,

czarny kot pomachał ogonem,

to jednak wróżby to w sobie mają,

że właśnie w Andrzejki nam się sprawdzają.

Nikt też dzisiaj nie będzie się chował,

każda pani chce by ją luby całował,

by czułe słowa jej szeptem głosił,

ukląkł, pocałował i o rękę prosił.

Tytuł 34

Na grzybki

 

Rano hałas w domu szaleje,

otwieram oko, co się tu dzieje?

Jeszcze za oknem mglisty poranek

a dzień zaczyna się od niespodzianek.

Rodzina na nogi już powstawała,

będzie na grzyby się wybierała.

Jak mi żal opuścić ciepłe piernaty,

wyjść do lasu, opuścić progi chaty.

Szykować kosze jednak nadszedł czas,

rodzinko, wyruszamy razem w las.

Choć jeszcze mgła lepi się do ciała,

jednak zadowolona jestem caa.

Niebo zaraz powinno się rozchmurzyć,

zdrowe powietrze może odurzyć.

Już las, jaka cisza dookoła.

Są grzybki, woła kompania wesoła.

Ta radość i mi się udzieliła,

gdyż polanka pełna grzybów była.

Borowik szlachetny na środku króluje,

on tu wszystkich grzybów pilnuje.

Opowiadał kiedyś gajowy,

że tu rośnie też borowik sosnowy.

Rzadki rarytas, sama to wiem,

lecz jak go znajdę, ze smakiem zjem.

Żadnego grzybka ja nie zmarnuję,

będzie maślak, zamarynuję.

Koźlarz pomarańczowy pod brzozą stoi,

ależ czerwono, w oczach się troi.

Maślak zwyczajny tu się rozłożył,

jest go tyle, jakby dywan położył.

Już je widzę na masełku smażone,

ach, leci ślinka, będą zjedzone.

Koźlarz babka, tego nikt nie szanuje,

lecz ja go zerwę i nie zmarnuję.

Podgrzybek zajączek choć wcale nie bryka,

już jest w koszyku, z polany znika.

Mleczaj rydz, piosenkę o nim ułożyli,

wiadomo, smakoszami jego byli.

Ja również w nim bardzo gustuję,

sama go usmażę i poczęstuję.

Gołąbków rośnie tu też plejada,

ale takich grzybków nikt nie jada.

Gąska zielona z ziemi się wychyla,

już ją mam, zerwałam, to była chwila.

Na kotleciki gąskę przerobię,

talerz tym daniem pięknie ozdobię.

Czubajka kania z trawy wystaje,

tylko wybraniec z niej danie dostaje.

Twardzioszek czosnaczek czosnkiem zalatuje.

Taki malutki, zerwę bo się zmarnuje.

Opieńka miodowa na pniaku się ulokowała,

zerwę, będę marynatę miała.

Cóż tam za krzakiem tak świeci?

Ha, już kompania cała tam leci.

Pieprznik jadalny żółcią się mieni,

jaki jest smaczny, nikt go nie zamieni.

Tak powolutku, grzybów zebrałam,

och jak dużo, szczęście widać miałam.

Teraz do domu wszyscy wracamy,

na dziś już dość grzybków mamy.

Tytuł 35

Wczasujemy w Ustroniu Morskim

 

Chłodny poranek w Krzyżu się budzi,

Świt, a na przystanku tyle ludzi.

Wiadomo, Klub Seniora się szykuje,

jedziemy nad morze, czasu się nie zmarnuje.

Bagaże na chodniku wszyscy poustawiali,

teraz na autobus będziemy czekali.

Podyskutować też nikomu nie zawadzi,

Piotruś przyjedzie, murowane, nie zdradzi.

Nareszcie przyjechał, wszyscy się pchają,

a na chodniku ich bagaże zostają.

Razem z Prezesem się trudzimy,

wszystkie bagaże do, luku wsadzimy.

W autobusie wygodnie się lokujemy,

do długiej podróży się szykujemy.

Za dźwigane ciężkie bagaże,

muszę tam usiąść gdzie Irenka każe.

Dla rodzinki miejsce pozostawiła

a mnie, niestety z niego pogoniła.

Spokojnie wszystko to obserwuję,

odgrażam się, że to zanotuję.

Rozmowę ciekawą podsłuchałem,

strojach, tak ją zanotowałem.

Marcysia dylemat właśnie miała,

jaki kostium ze sobą zabrała.

Na basen, czy nad morze będzie chodziła,

lecz najważniejsze by woda majtkach nie była.

Helgę temperatura właśnie rozpiera,

dobry początek, Ona się rozbiera.

Przyjemny nastrój w autobusie się rozlewa,

jest już wesoło, każdy śpiewa.

leśnym przystanku niech nikt nie gada,

Las się pali, każdy za krzakiem przysiada.

Nareszcie do Ustronia Morskiego wjeżdżamy,

wysiadka, pokoje wszystkim przydzielamy.

W piwnicznej izbie Lucynka zamieszkała,

brrrr wilgoć, chyba reumatyzm złapała.

W końcu wiara się ulokowała,

z ciekawości nad morze się wybrała.

Daleko? Czemu się temu dziwimy?

Jesteśmy wolni, na spacer chodzimy.

Po to tu żeśmy przecież przyjechali

aby morskiego powietrza wszyscy nałapali.

Chłodny wieczór, spacer kończymy.

Dziś odpoczniemy, spać się położymy.

Jeszcze za oknem brzmi głośna muzyka,

lecz My już zmęczeni, oko się przymyka.

Jedna Irenka w głowę tylko zachodzi,

dlaczego ten Jasiu jeszcze nie przychodzi?

Poranny spacer, pogoda aż prosi,

owszem, ale niech nas ktoś tak ponosi.

Na plażę wybrać by się przydało,

lecz łóżeczko by się przy tym zabrało.

Wiatr, czy słoneczko, wciąż narzekamy,

zjedzmy suchy chleb, na rybki nie mamy?

Tak niektórzy już tu narzekają,

Czy to prawda? Niech się raczej uśmiechają.

Raz w roku taki wyskok mamy,

lepiej się zabawmy, nie narzekamy.

Dwie dziewczyny jednak humor mają,

One mnie i Piotrusia zapraszają.

Praksia z Marynią nas ugościły,

przekąskę i wódeczkę z nami wypiły.

Coś się z Prezesem tu wydarzyło.

Halinko, czy przed nami go się ukryło?

Tematów tyle do niego mamy,

nie tylko słownych, My polewamy.

Irenko, Ty znowu, cholera, nie bądź sknera,

nie duś połówki ona Cię uwiera.

Chęć na tą połówkę mamy,

może razem ją wychlamy?

Ogólnie problem powstał niemały,

tyle jest pań, a ja jestem nieśmiały.

Niejedna propozycja tu pada,

a mnie niestety trema zjada.

Lecz w piątek sobie odbijemy,

kiedy na tańce wszyscy pójdziemy.

Z Zygmuntem kielicha wypiłem,

teraz to mój kolega, brudzia wypiłem.

Teraz poznałem jego smutku przyczyny.

Wasza to wina, dziewczyny!

Nasz Zygmunt więc teraz propozycję ma,

która pani jest wolna i rękę mu da?

Nocka minęła, świt już nastaje.

Każdy się wyspał! Na spacer wstaje?

Na tą pogodę czy ktoś się burzy?

Zły, że niebo ciemne i się chmurzy?

Lepiej niech nikt na pogodę nie sobaczy,

minie sporo czasu nim morze znów zobaczy.

Dla zdrowia radzę się szybciej z łóżka zrywać,

wychodzić nad morze, spaceru zażywać.

Świeże powietrze organizm odtruje,

wdychajmy je głęboko a nikt nie pożałuje.

Dzisiejszej nocy, hałas się robił.

Ktoś tu pod oknem nóżkami drobił,

facet pod oknem Praksię o rękę prosi,

lecz jest warunek, czy odcinek renty nosi.

Praksia tego się nie spodziewała,

niestety, nici z oświadczeń, odcinka nie zabrała.

Dzień cały deszczyk nas rosi,

lecz nic to, wieczór, Prezes na tańce prosi.

Kolacja przy świecach się szykuje,

nie ma świeczek? Niech nikt nie żałuje.

Od południa ruch w pokojach wzmożony,

przymiarka strojów, każdy jest zaproszony.

Panie toalety wieczorne szykują,

panowie spokojni, na nie oczekują.

Czas, czas tak wolno przechodzi,

wódeczka w lodówkach się chłodzi.

Nareszcie, wszyscy na salę ruszamy,

niech gra muzyka, My się nie damy.

Pośpiech przy kolacji taki szalony,

jest już muzyka, ruch widelców wzmożony.

No, apetyt już zaspokojony,

teraz się zacznie wieczór szalony.

Gospodarze serdecznie nas witają,

do wesołej zabawy wspólnie zapraszają.

Muzyk się wczuwa w nasze nastroje,

gra non stop stare przeboje.

Pierwszy taniec jest nagrodzony.

Tańczy Prezes obok swojej żony.

Bukiet warzywny za to otrzymał,

bo też się pierwszy do tańca wyrywał.

Kółko, trójkącik, inne figury,

niech w kącie nie siedzi który.

Panie na parkiet nie trzeba gonić,

trzeba się bawić, czasu nie trwonić.

Wirują pary, gra głośna muzyka,

nikt nie siedzi, do kręgu zmyka.

Ciułała czy chacha nogi podrywa,

wspaniała muzyka do tańca porywa.

Rock and roll, właśnie to nas budzi.

To muzyka dla nas, światowych ludzi.

Tajfun czy orkan przy nas wysiada,

nam tańczyć twista właśnie wypada.

Niech gra muzyka, każdy by chciał…

a bal trwał, trwał, trwał…

Znów poranek deszczem rosi,

wyjrzyj słoneczko, każdy z nas prosi.

W końcu prośby nasze usłyszało,

rozgoniło chmurki i wyjrzało.

Plany napięte od rana dziś mamy,

ma przyjechać kolejka, na wycieczkę ruszamy.

Lecz póki nas jeszcze zmęczenie nie zmorze,

wybieramy się do miasta i nad morze.

Szum fal już z daleka łomocze,

chodźmy nad brzeg to nogi pomoczę.

Nie, nie zbyt zimno każdy mamrocze.

Nikt nie zejdzie? Chodźcie , będzie po kłopocie.

Sami sprawozdanie z moczenia damy

a może się nawet pomoczymy i popluskamy?

Tak spacerując czas zabijamy,

oglądamy, wdychamy i czekamy…

Południe. Przy stołówce gwar, rozmowy,

przed nami lokomotywa i wagon gotowy.

Wsiadamy. Dobrze, że widok wspaniały,

mamy radochę i humor doskonały.

Nagle gwizd, nagle świst, ruszyła maszyna.

Nie, nie, to nie tak się zaczyna.

Najpierw na ławkach wszyscy siadamy,

bo może szarpnąć i pospadamy.

Potem powoli i tak ospale,

ruszyła, nie… szybko i wspaniale.

I teraz już pędu po ulicach nabiera,

ale wspaniale, dech nam zapiera.

Jakie widoki po drodze mamy,

Sianożęty, urocze domki oglądamy.

Żeby nikt na ulicy nie mówił, że śpimy,

My głośno śpiewamy, tym się bawimy.

Powrót przez miasto, ze śpiewem jedziemy,

dla innych też atrakcją będziemy.

Koniec Ustronia, las dookoła,

lecz w wagonikach kompania wesoła.

Stop. Wysiadka, przerwa w podróży,

taka jazda nikogo nie nuży.

Prezes czapeczkę po opłatę wyłożył,

każdy uczestnik po pięć złotych włożył.

Gromadnie teraz nad morze idziemy,

przez rozlewisko Czerwonej Rzeczki przejdziemy.

Ochy i achy tutaj padają,

gdy wszyscy tę okolicę oglądają.

Słoneczko również się rozjaśniło,

kiedy naszą grupę tu zobaczyło.

Aż żal, że wracać już musimy.

Spodobało się nam, jeszcze tu wrócimy.

Na obiad pora, wracać mamy,

jeszcze tylko kawałek miasta zwiedzamy.

Wycieczka skończona, przed domem stajemy,

teraz lenistwu się oddajemy.

Po południu twarz do słonka się wystawiało,

wieczór przeminął, nic się nie działo.

Ale już dziś, gdy zbudził się poranek,

tak wcześnie na spacer wyszedł tylko Janek.

Powiem Wam, nie należy się trudzić,

rano naszą grupę ciężko jest dobudzić.

Jeszcze do tego narazić się możemy,

gdy nachalnie budzić będziemy.

Domki jak warownie pozamykane,

wszystkie panie w kołderki pozawijane.

Żadna z pań się nie pofatyguje,

żadna z pań za budzenie nie podziękuje.

A morze wzywa, fale pluskają,

już nie ma wiatru więc zanikają.

Kościelny dzwon poranek ogłasza,

ten ton do spaceru zaprasza.

Dzwoneczki też cudnie wydzwaniają,

Kiedy ranne zorze , grają.

Czy któraś z pań to rano słyszała?

Ależ skąd, zbyt mocno rano spała.

Ten ostatni dzień na powietrzu spędzamy,

w pokojach się nie ukrywamy.

Śniadanie tylko szybko zjadamy,

nad morze i do miasta zmykamy.

Dzień cały na rozrywkach spędzamy,

niestety, siedemnasta, do domu wracamy.

W autobusie wesoło, Ustronie żegnamy,

na pożegnanie głośno śpiewamy.

Wspaniałe Ustronie Morskie , głośno sobie nucimy,

tak miłe przyjęcie, jeszcze tu powrócimy.

Tytuł 36

Obżarstwo

Tak długo ja się tuczyłem,
sadła przybyło mi,
lecz nawet jeszcze teraz,
salceson mi się śni.
Niech żyje odchudzanie,
Niech mięsko pójdzie precz,
Zamiast się więc objadać,
Na spacer trzeba biec.

Niech żyje odchudzanie,
to mówi grubas sam,
kiełbaski mi nie smakują,
więc z chęcią oddam Wam.
Niech żyje odchudzanie,
Niech mięsko pójdzie precz,
Zamiast się więc objadać,
Na spacer trzeba biec.

Pamiętaj mój żarłowiczu,
że tłuste szkodzi Ci,
a jak mi nie uwierzyłeś,
to przyjrzyj Ty się mi.
Niech żyją odchudzeni,
Niech mięsko pójdzie precz,
Zamiast się więc objadać,
Na spacer trzeba biec.

Więc jarskie dania szykuję,
choć nie smakują mi,
lecz chuda moja sylwetka,
co noc tak bardzo się śni.
Niech żyją odchudzeni,
Niech mięsko pójdzie precz,
Zamiast się więc objadać,
Na spacer trzeba biec.

Więc proszę mi pomagajcie,
tłustości weźcie mi,
bo to wstrętne obżarstwo,
głęboko we mnie tkwi.
Niech żyją odchudzeni,
Niech mięsko pójdzie precz,
Zamiast się więc objadać,
Na spacer trzeba biec.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij